wakacje

Jest lipiec. Niedługo nadejdzie upalny sierpień. Są wakacje, dzieci nie chodzą do szkół, dzieci mają wolne. Laba. Góry. Morze. Jeziora. Urlopy, remonty mieszkań, wczasy pod gruszą, wizyty u teściów, itp.

Ale ja nie o tym chcę napisać.

Jerzy Putrament, kiedyś pisarz, urzędnik, aparatczyk, dyplomata, poeta, w latach 1954-56 napisał powieść „Wakacje”. Przeczytałem ją w trzy dni. I?

Zaskoczenie pełne. Nie spodziewałem się tak dobrego kawałka prozy. Co z tego, że jest to utwór młodzieżowy, dla młodzieży i o młodzieży. Ważne, że książka wciągnęła mnie w swój świat, w historię, w magię słów. Tylko to się liczy, tylko po tym poznaję dobrą literaturę. Jeśli książa mnie nuży, nudzi, osłabia, wtedy mam niskie mniemanie o autorze i jego dziele. W przypadku „Wakacji” zaskoczenie było ogromne. Czterech chłopców, niepełnoletnich, mieszczuchów (z jednym niepełnym wyjątkiem), rusza na podbój Wielkich Jezior Mazurskich. Bez rozeznania, bez wiedzy potrzebnej, bez umiejętności żeglarskich i wędkarskich, z entuzjazmem i energią znaną młodemu pokoleniu, zaczyna przygodę życia na jednym z jezior mazurskich. Do swojej dyspozycji mają wspaniały jacht (pamiętajmy, to są lata 50-te, okres biedy, nędzy i apatii), na którym nie wiedzą jak się poruszać. A potem wszystko nabiera rozpędu. Pojawia się tajemnica, dziwni znajomi, sympatia, horror, przyjaźń i mrok. Przyznam szczerze, iż momentami czułem dreszczyk strachu, gdy śledziłem kroki Andrzejka, najsympatyczniejszej postaci w książce. Samotne jego wędrówki nocą po puszczy, po bagnie i nawiedzonej leśniczówce potrafią wprawić czytelnika w miły nastrój grozy. Putrament dał radę! Niczym Stephen King. Co z tego, że z tuzin krytyków literackich zmiażdżyło(by) ten tytuł w proch i pył. Co z tego? Pies ich lizał w pępek (Salamita). Ja kieruję się swoim subiektywnym odbiorem i jestem zachwycony. Zachwycony stworzonym światem, bohaterami, intrygą i fantastycznym zakończeniem. Ostatnie zdania książki wprawiły mnie w osłupienie. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z takim powiązaniem losu autora z bohaterami. Czapkę z głowy zciągam i zamiatam nią podłogę przed panem Putramentem.

Polecam każdemu, kto ma możliwość, na zapoznanie się z tytułem „Wakacje”. Luźno, miło, sympatycznie, w sam raz na wakacyjne leżakowanie nad wodą. Dziewczyny są tam morowe, chłopcy bohaterscy i  wysportowani, pogoda wyśmienita, alkohol zły. Wszystko zgodnie z wytycznymi wczesnego PRL-u. Ja to kupiłem, kupcie i Wy. Ci, co czytają to w ilościach śladowych i ci, których tu nie ma. Ave.

Putrament bił kastetem żydów przed wojną. Czy to działa na jego niekorzyść?

Reklamy