Niebieski diabeł

Najwolniejszy laptop świata zamieszkał pod moim dachem. Był niebieski, smukły i wąski w talii. Urodziła go amerykańska matka, ojca nie znał.

Wpuściłem go do domu, pokazałem mu gdzie są wtyczki do kontaktu, gdzie może wygodnie leżakować, z kim lepiej nie zadzierać. Uwierzył mi, polubił, zaadopotował się do nowej rzeczywistości.

Jednak cos nie dawało mi spokoju. Dlaczego ten niebieski diabeł tak działa mi na nerwy? Może moje nowe perfumy, zakupione na lotnisku w Barcelonie, działały niekorzystnie na jego receptory węchu? Albo te mydło, co je dostałem na imieniny 4 października od cioci D’Lidki z Zebrzydowic? Pachniało orzechami laskowymi i lawendą, mógł być na to laptop uczulony. Dość, że gdy tylko pojawiałem się w jego pobliżu, zwalniał tragicznie, doprowadzając mnie do rozstroju nerwowego. Nawet teraz, pisząc te słowa, jego duch czyni nieznośne żarty, zaczerniając mi ekran na nowym urządzeniu, zakupionym z zarobionych na zawodach łuczniczych pieniądzach. Do tego nie podświetla błędów ortograficznych oraz literówek, które zdaje mi się czasami popełniać. Bo, warto to wiedzieć, jestem znanym pisarzem i literatem, podziwianym i zapraszanym na eventy. Możecie mnie kojarzyć z takich tytułów jak: „Komeda. Rozmowy”, „Rok 1984”, „Dziennik pisany nocą” czy „Szelmostwa niegrzecznej dziewczyny”. Pisałem je w większości na wysłużonej maszynie analogowej Arkana 3, nie wiem czemu, jaki głos podszeptu złego, kazał mi na zakup niebieskiego laptopa. Doprawdy nie mam pojęcia.

Różnie z nim przez ten czas bywało. Nasze bytowanie trwało trzy miesiące. Ponad dziewięćdziesiąt dni. Przestałem słyszeć na jedno ucho, dostałem tiku nerwowego pod postacią mrugającego znienacka oka lewego, przestałem jeść mięso. A wcześniej zajadałem się kotletami jagnięcymi, stekami i mnóstwem piersi z kurczaka. Tera znie mogę na to wszystko patrzeć.

Któregoś dnia, była to niedziela, siedziałem w swojej pracowni i kończyłem pisać najnowsze swoje opowiadanie. Szło mi nawet nieźle, pomysły wskakiwały do głowy nie proszone, miałem nadmiar myśli i wszystkiego inego też. Laptop niebieski stawał się coraz bardziej rozbestwiony. Gasł co trzy minuty, zawieszał się, zwalniał, kpił mi w żywe oczy, przepuszaczał takie gnioty jak: „Masłowska wskoczyła na fotel i z niego spadła na tyłek, tłukąc sobie plecy”. No kto by to napisał w pełni poczytalny? Kto? Wyszło, że ja.

Jak nie trzasnąłęm w ekran, jak nie walnąłem pieścią w klawiaturę, aż dym poszedł spod klawiszy. Zamachnąłem się nniebieskim diabłem i trzasnąłęm nim o ścianę. Wybuchł. Całe szczęście, że zapisałem na zewnętrznym dysku wszystkie pomysły i dialogi z tego opowiadania, bo wszystko by przepadło na zawsze.

Stanąłem nagi, ubrany tylko w bieliznę i szlafrok, nad jego truchłem. Uśmiech tryumfu na mojej twarzy. Gdzieś w tle zabrzmiały fortepianowe pasaże, grane przez sąsiada zza ściany. Nawet przez myśl mi nie przesżło, by zanieść drania do naprawy. Nie.

Diabeł wybuchł, nie ma go. Lecz jego duch wciąż mnie prześladuje. Duch nie został zniszczony. Krąży po moim apartamencie, wibrując i wprowadzając w rezonans szklanki z kieliszkami. Teraz dostał się do nowej maszynki do pisania. Tu mi przeszkadza. Co robić? Prosze o radę tych, co też to spotkało. Na adres podany przez mego Wydawcę, proszę słać kartki z odpowiedziami. Czekać długo będę, mam czas i cierpliowść tura. Me dziadki pochodzą ze wsi zabitej deskami, od nich odziedziczyłem tą chłopską z natury cechę.

Oglądam film „Tańczący jastrząb”. Na podstawie mojej książki on powstał. Ile się namęczyłem ze scenarzystą i reżyserem tego dzieła, by wszystko było tak, jak ja to sobie wyobraziłem. Chłopi rzucają w auto kamieniami, helikopter nad wsią, roznegliżowana Szopołowska (a może Tyszkiewicz?) to wszystko ja im kazałem. Im ja. Ogień płonął pod wieczór, w tle wiejska chata, chamy palą drzwi od stodoły, pijak stuka się siekierą w czoło. Sensu tu nie ma za wiele, jak w mej powieści.

Tak więc oglądam ten film i czekam na odpowiedzi. Jak pozbyć się ducha poprzedniego laptopa z mieszkania? czy ogniem go poszczuć, czy wodą polać, czy prądem popieścić, czy gorącem zaszczuć? Bo nic już więcej nie napiszę…

Reklamy