Sława Popioły i Chwała

Spoilery umieszczam poniżej. I to nie są recenzje, lecz subiektywne opinie oraz wrażenia z lektury:

Wpierw „Popioły”. 3 opasłe tomy, gęsto zapisane, pachnące starocią, kurzem, drobnoustrojami wszelkimi, od których każdy alergik zakichałby się sromotnie, bez szans na uspokojenie. 3 tomy, pełne niesamowitych opisów przyrody, scen batalistycznych, mordów, gwałtów (Saragossa, Dominikana i polskie Tatry), przemocy wszelakiej, hulanek, głupot, bijatyk, nędzy, masońskich rytuałów, dialogów przepięknych i postaci przebarwnych. „Popioły” są arcydziełem literatury Polskiej. Momentami czyta się je z trudnością, bacząc na ciężki język i styl pisarski pana Stefana. Są też fragmenty, które pochłaniają czytelnika niczym dobre bagno, z którego nie widać czubka świata i otoczenia. Balans między nimi jest zachowany proporcjonalnie raczej. Drażnił mnie Rafał, drażnił mnie Krzysiek, końcówka też mnie rozdrażniła, gdyż ja na miejscu Rafała inne czyniłbym wybory. A tak? Wierny żołnierz Rzeczypospolitej poszedł za głosem serca, zagłuszając rozum szabelką. Krzysiek mniej mnie drażnił niż Rafał, który to już absolutnie żadnych autorytetów przed sobą mieć nie chciał. Świetnie go zagrał młody imć pan Olbrychski w filmowej wersji książki, wyreżyserowanej przez Andrzeja Wajdę. Pyszałek, okrutnik, leń, gwałtownik, cały to Rafał. Świętości nie uznawał, ojca nie szanował, dobroczyńców nie szanował, szablę i konie kochał. Drażnili mnie, lecz bardziej jednak wzbudzali zazdrość swą bezkompromisowością i kompasem moralnym. Krzysiek bardziej ułożony, spokojniejszy (chyba?) od kuzyna. Rafał to urwis i mason. Piękna powieść, rad będę po raz wtóry raz jeszcze kiedyś do tych stronic zajrzeć i spotkać tam znanych mi bohaterów. 

Do mnie Dzieci Wdowy – okrzyk masona wzywającego pomocy. Zawsze wtedy przyjdzie z odsieczą niespodziewany sojusznik. Mason ufa drugiemu masonowi bezkrytycznie. To jest ich siłą.

Zaraz potem sięgnąłem po tytuł „Sława i chwała”, autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza. Też gigant jak Żeromski, może lżejszego kalibru. Może? Sam już nie wiem. Na pewno lżej się czyta, bardziej współczesna to powieść, między nimi ponad 50 lat różnicy występuję. „Sława i chwała” jest wiecej przegadana, mnie w niej monumentalnych opisów, przemyśleń, czy postaw moralnych bohaterów. Prawie 1500 stron, epopeja opisująca losy dwóch rodzin, kilkunastu osób, dwóch wojen, jednej rewolucji i miasta Warszawy. Wątki autobiograficzne pana Iwaszkiewicza dla uważnego czytelnika i znawcy jego dziejów – łatwe do wychwycenia. Jest ich mnóstwo. Zaskakująca ilość zgonów bohaterów. Czasami miałem przed oczyma „Grę o tron” (wiem, to dziwne), gdzie też trup ścieli się gęsto i giną postaci w zaskakujących momentach swoich żyć. Marti po lekturze „Sławy” wymyślił swój Westeros? Kto go tam wie? 

Częste podróże bohaterów do Paryża, Rzymu, Hiszpanii nawet, USA, gdzie jedna pani wyjechała śpiewać. Są obywatelami świata, konsumentami kultury wyższej. Do momentu wybuchu II wojny. Wtedy ich świat się kończy. Humanizm zostaje zabity, pojawia się tylko śmierć i groza w najczystszej postaci oraz bezsens zbrodni. Iwaszkiewicz to wszystko osobiście przeżywał, obserwował, czuł i świadkował temu. Potem pięknie wszystko opisał, ja mogłem przeczytać i stać się dzięki temu jeszcze fajniejszym obywatelem krainy książek. 

W obu wymienionych tu książkach pojawia się przez chwilę Radom. U Żeromskiego to stąd wojska francusko polskie  ruszają w dalszą drodze ku zagładzie Moskwy (to się jeszcze okaże), a u Iwaszkiewicza jako miasto, przez które Janusz przejeżdża ze stolicy do Krakowa. Tyle tylko. Ale zawsze to coś. Obywatele Radomia moga więc czuć się dumni, iż ich mała ojczyzna znalazła się na kartach dwóch tak wspaniałych powieści. Wychwyciłem to od razu, bo jestem wzrokowcem. 

Reklamy